 |
|  |  |
|
Dziś kilka słów o klasyce w bardzo egzotycznym wydaniu. Kraj, o którym piszę, jest kilkakrotnie większy od Polski, na jego terenie odkryto jedne z najstarszych szczątków naszych przodków. Nieco później rozwinęła się tam bogata kultura plemienna, do dziś widoczna niemal na każdym kroku, np. dumnych Masajów, od stuleci odstraszających swoim karminowym strojem drapieżniki. Już w nowożytnych czasach dotarli tam portugalscy podróżnicy i zbudowali w Mombasie warowny port. Nieco później Kenia, bo o niej mowa, została podbita przez Arabów, którzy wokół Fort Jezus zbudowali miasto. Każdy z tych podbojów zostawił po sobie materialne ślady. Po kolejnych kolonizatorach – Anglikach, pozostał przemiły zwyczaj popołudniowej herbatki „five o’clock”, która dla leniuchujących na plaży turystów oznacza, iż kolejny dzień zbliża się ku końcowi. Brytyjczycy w połowie XIX wieku sprowadzili do Kenii 20 000 Hindusów z misją wybudowania kilkusetkilometrowej kolei żelaznej z Mombasy do Nairobi. Po zakończonym sukcesem otwarciu „Szalonej Kolei” (tak tubylcy nazywają odcinek pomiędzy Mombasą a Nairobi) znakomita większość gości z Indii pozostała na Czarnym Lądzie, wywierając ogromny wpływ na miejscową kuchnię. |
Współczesna kuchnia kenijska (której miałem okazję osobiście spróbować) jest mieszanką klasycznej kuchni europejskiej oraz indyjskich przypraw. Warto tutaj wtrącić dygresję o najbardziej brytyjskiej z potraw i mylą się Ci, którzy wymieniają puddingi bądź wołowinę - Brytyjczycy za swoją narodową potrawę uważają curry! Mieszankę przypraw używaną do przyrządzania tej potrawy można porównać do dostępnych na polskim rynku mieszanek curry. Wyspiarze rozróżniają kilka stopni pikantności, a najsłabsza z nich jest wielokrotnie ostrzejsza od „polskiego” curry. Jak widać, wpływy kuchni hinduskiej są silne także w Europie. |
|
We wschodniej Afryce w każdym posiłku można było wyczuć którąś z mieszanek przyprawowych: Garam Masala, Tee Masala, Tika Masala,Tandori. Wszystkie te przyprawy uda się znaleźć także w Polsce w sklepach z azjatycką żywnością czy też w tzw. indyjskich sklepach. Masale dobrze komponują się z sosami pomidorowymi (np. Tomato Pronto), ja zachęcam też do eksperymentowania z innymi sosami, np. sos pieczeniowo-drobiowy Knorr w połączeniu z mieszanką Tikka i kurczakiem może dać zaskakująco apetyczny finał. Poza daniami z wyraźnymi wpływami azjatyckimi w tamtejszych hotelach można również spróbować wielu klasycznych i pracochłonnych potraw, które w Europie odchodzą już w zapomnienie, jak choćby wykwintny Beef Wellington, czyli pieczona w cieście polędwica wołowa otoczona farszem, ozdobne ryby na postumentach czy kolorowy drób bogato dekorowany majonezem (polecam do takich zadań, jak na zdjęciu, wykorzystać majonez Hellmann’s do dekoracji). |
Wielu szefów kuchni uważa taki styl za przestarzały, z czym generalnie się zgadzam, niemniej dzięki temu, że są miejsca, w których czas płynie wolniej, możemy od czasu do czasu przypomnieć sobie o korzeniach europejskiej kuchni (takiej, jaką opisywał August Escoffier) i z refleksją spojrzeć na współczesną kuchnię molekularną (o tym ciekawym zjawisku w następnym artykule patrz - Kuchnia molekularna). |
|
Wracając na koniec do klasycznej, starej kuchni, uważam, że dobry kucharz, zanim zostanie doskonałym szefem kuchni, musi najpierw bardzo dobrze nauczyć się swojego rzemiosła, by w przyszłości móc łamać jego pryncypialne zasady tak, jak to robią współcześni mistrzowie kuchni (Heston Blumental i inni). |
|  |  | |  |